Cztery uwagi i cztery scenariusze rozwoju sytuacji w Hongkongu

The New York Times
Dość pilnie obserwując w ostatnich dniach sytuację w Hongkongu, a także szeroko komentując ją w mediach, postanowiłem rozpisać cztery najważniejsze scenariusze rozwoju sytuacji w tej Specjalnej Strefie Administracyjnej ChRL.

Zanim jednak przedstawię te schematy, kilka uwag:



Nie chcę się za bardzo rozwodzić we wstępie nad samymi protestami, gdyż informacje na ten temat można znaleźć w anglo-, a nawet polskojęzycznym Internecie. W wielkim skrócie chodzi o wolne wybory szefa administracji Hongkongu (dawnego gubernatora). Pekin zezwala na wybory, ale tylko spośród kandydatów, których sam zaproponuje. Jednak chciałbym poczynić cztery uwagi, które w przekazie medialnym nieco umknęły, kierując zainteresowanie na same protesty (i często ich emocjonalne objawy), zapominając o szerszym kontekście.

Po pierwsze, trzeba przyznać, że na scenie pojawił się nowy aktor. Społeczeństwo obywatelskie. Sam hymn demonstrantów „Do you hear the people sing?” wymownie o tym świadczy. O ile Pekin znalazł dobry sposób na aplikację modelu „jeden kraj dwa systemy”, (przy zachowaniu autonomii Hongkongu), dogadując się z miejscowymi elitami, a nawet celebrytami w stylu Jackie Chana, to okazało się, że ludzie mogą się zorganizować obok, a nawet wbrew najbardziej wpływowym lokalnym elitom. To spory problem i w kulturze chińskiej rzecz rzadko spotykana.

Po drugie, dziwić mogą bezustanne pretensje pod adresem cesarza, warto bowiem oddać sprawiedliwość (tego wymaga komentowanie, a nie dołączania się do emocji) i zwrócić uwagę na to, że w 1984 roku, gdy dochodziło do porozumienia z Brytyjczykami (Sino-British Joint Declaration), w Hongkongu nie było mowy o demokracji, a Brytyjczycy zaczęli ją wprowadzać dopiero wtedy, gdy było już jasne, że się wycofają. W dodatku umówiono się, że lokalna władza będzie pochodzić z lokalnych elit (częściowo rekrutowanych w wyniku wolnych wyborów), ale gubernatora będzie namaszczał Pekin. Wraz z rozwojem sytuacji w mieście po 1997 roku, władze centralne zadeklarowały, że zgodzą się na wolne wybory, a potem stwierdziły, że mogą to być wolne wybory pod warunkiem, iż wygra jeden z trzech nominowanych przez nie kandydatów. Zgodnie jednak z umową z Brytyjczykami, do 2047 roku mogła ona po prostu nominować szefów hongkońskiej egzekutywy (czy tez premierów – nazwę gubernator zlikwidowano) i wszystko byłoby lega artis. Zatem warto pamiętać że wolne wybory to wyłącznie – być może słuszne – pragnienie protestujących, ale i wolna wola pekińskiego cesarza, gdyż żadna umowa i żadne postanowienia go do tego nie obligują.

Po trzecie uważam, że koncentrując się na tłumach na Central, umykają nam dwa inne aspekty – społeczny i geopolityczny.

Ten społeczny to rosnąca niechęć do przybyszów z Chin. O tyle paradoksalna, że Hongkong zarabia ogromne pieniądze na turystach, którzy przybywają do Hongkongu kupować dobra luksusowe. Problem tylko w tym, że obecnie przybywa ich już 42 miliony rocznie, a więc sześć razy tyle, ile mieszkańców miasta, a w nadchodzących latach liczba ta może zwiększyć się do 70 milionów. Mieszkańcy są z tego niezadowoleni, bo uważają, że życie w mieście stało się nie do zniesienia. Zwłaszcza drażni ich głośne zachowanie chińskich turystów, to, że wszędzie pala papierosy, przepychają się w kolejkach, oraz tłoki w autobusach i metrze. Chcą w większym stopniu decydować, ilu turystów przyjąć i wywierają presje na rozbudowę infrastruktury, która będzie w stanie przyjąć tak duży napływ zakupowych turystów z Chin.

Wreszcie po czwarte, aspekt geopolityczny, czyli idea Wielkich Chin, czyli zjednoczenia wszystkich ziem chińskich w XXI wieku, a więc Tajwanu, ale także Makao, Hongkongu (które pozostają Specjalnymi Strefami Autonomicznymi do odpowiednio 2049 i 2047 roku). Problem w tym, że jakiekolwiek protesty w jednym z tych regionów natychmiast rozlewają się na pozostałe. A to sprawia, że idea Wielkich Chin zaczyna napotykać bardzo poważne trudności. Istnieje też groźba, że protesty te w dalszej kolejności mogą wywrzeć także wpływ na sytuację wewnętrzną w Chinach.

Wracając jednak do scenariuszy. Istnieje ich wiele, ale sytuacja zabrnęła już tak daleko, że żaden z nich nie jest dobry dla Pekinu. Z punktu widzenia cesarza, mogą być tylko scenariusze fatalne, złe, lub mniej złe. Natomiast z punktu widzenia protestujących, może być to totalne zwycięstwo, ale i wielka tragedia.

SCENARIUSZ POWSTANIA LISTOPADOWEGO

Najgorszy możliwy scenariusz dla protestujących, to scenariusz zlikwidowania autonomii – nazwijmy go „scenariuszem powstania listopadowego”. Hongkong, jak wspomniałem, ma zagwarantowaną szeroką autonomię, która jest w zasadzie przestrzegana. Tak liczne protesty mogą skłonić Pekin do rozwiązania problemu Hongkongu poprzez przykręcenie śruby, takie same jakie stosowano wobec Polski w zaborze rosyjskim po każdym powstaniu.

Pamiętajmy, że w Hongkongu stacjonuje garnizon chiński, ale zgodnie z umową z 1984 roku, wykonuje on tylko zwierzchność Chin i może działać tylko broniąc Hongkong przed agresją zewnętrzną. Nie ma natomiast prawa wtrącać się w sprawy wewnętrzne, gdyż od tego są służby mundurowe miasta, zagwarantowane w umowie z 1984 roku i formalnie niezależne od Pekinu. Jeśli zatem lokalna policja nie poradzi sobie z demonstrantami, (a Ci nie chcą ustąpić i mimo tego, że minął weekend nadal znajdują się na Central i uniemożliwiają pracę instytucji finansowych) lub co gorsza odmówi wykonania rozkazu, to Pekin może po prostu użyć siły. Być może odbędzie sie to w jakiejś zakamuflowanej formie, tak zwanych „zielonych ludzików”, które Władimir Putin wysyłał na Wschodnią Ukrainę. Natomiast wynik tej decyzji jest łatwy do przewidzenia. To pacyfikacja.

Po spacyfikowaniu demonstrantów siłą, stanie się coś podobnego do tego, co znamy z własnej historii z XIX wieku – Hongkong utraci wszystkie zagwarantowane do 2047 roku przywileje: wolność prasy, autonomię w polityce wewnętrznej, własną walutę itd. Po stłumieniu protestów wprowadzono by surową cenzurę, a być może dokonano zmiany systemu edukacyjnego, być może ograniczono język kantoński i wprowadzano mandaryński. Miejscowi Wielopolscy, obecnie rządzący Hongkongiem poszliby w odstawkę, a działacze ruchu Occupy Central do więzienia. Światowa opinia publiczna w tym polska, oczywiście będzie krytykować Pekin, będą się mnożyć deklaracje potępienia, ale jak przyjdzie co do czego to nikt niczego nie zrobi, tak jak na Ukrainie.

Scenariusz ten jest jednak mało prawdopodobny, bo paradoksalnie jest bardzo nie na rękę Pekinowi, który nie chce straszyć Tajwanu, a topiąc demonstracje w morzu krwi potwierdziłby najgorsze stereotypy. Po drugie chce też Hongkongu stabilnego i niesprawiającego kłopotów, oraz bogatego i rozwijającego się. Po trzecie wreszcie, w kulturze chińskiej protestujący okupujący plac i odmawiający rozejścia się to utrata twarzy dla rządzących. Tyle, że w Hongkongu rządzą lokalne elity (fakt, że przeważnie propekińskie) i Pekin ma wolne ręce, bo to nie on traci twarz, ale lokalne władze, którym otwarcie wypowiedziano posłuszeństwo. Władze centralne wydają zatem oświadczenia, w których nawołują do zaprowadzenia porządku przez lokalne władze, bo to one mają problem.

SCENARIUSZ „WOJCIECH JARUZELSKI/CZESŁAW KISZCZAK”

Dlatego drugi, najbardziej niestety moim zdaniem prawdopodobny scenariusz, to tak zwany scenariusz Jaruzelskiego (choć można by go też nazwać scenariuszem Kiszczaka). Polegałby on na tym, że odpowiedzialność za zlikwidowanie niepokojów społecznych wziąłby na siebie miejscowy komendant policji. Wobec determinacji protestujących, którzy nadal okupowaliby plac, otworzyłby on ogień do demonstrujących, co kosztowałoby życie kilkudziesięciu albo może nawet kilkuset osób. Po takim rozwiązaniu powrót do choćby i kulawej autonomii z 2014 roku nie byłby możliwy, ale represje zapewne nie tak ciężkie, jak w przypadku interwencji Pekinu. Pewnie coś na kształt schyłkowego PRL-u, ale nie represji popowstańczych.

Niestety scenariusz ten uważam za najbardziej prawdopodobny z trzech powodów. Po pierwsze, Pekin jest wtedy czysty, gdyż porządek zaprowadza lokalna policja. Po drugie, lokalne elity muszą coś zrobić, by utrzymać się przy władzy, by pokazać że są Pekinowi potrzebne. Jeśli tego nie zrobią, ten może po prostu wypowiedzieć umowę z 1984 roku i rządzić w mieście już samodzielnie, poprzez represje (scenariusz numer 1), co będzie dla Hongkongu gorszym rozwiązaniem. Po trzecie, oglądam na żywo demonstracje w Hongkongu (trochę z łezka w oku, studiowałem przecież w nieodległym Kantonie, a w Hongkongu byłem ponad 30 razy) i z wielkim niepokojem obserwuję entuzjazm młodzieży, która tak bardzo przypomina mi własnych kolegów i koleżanki z czasów studiów w Kantonie. Oprócz studentów na placu pojawiło sie także wielu gimnazjalistów i uczniów. To jeszcze dzieci… Tak jak na placu Tiananmen w Pekinie, śpiewają piosenki i marzą o sprawiedliwym lepszym świecie, tak jak wszyscy z nas w tym wieku na całym świecie.

Jedna z piosenek, hymn wystąpień to wiele mówiący tytuł „ Do you hear the people sing?”





Kiedy jest się na placu, kiedy sie tam nocuje, nie działają już argumenty racjonalne, tylko emocjonalne. Za dużo jest już emocji i idealizmu, by Ci młodzi ludzie podjęli jakieś kalkulacje. Dlatego obawiam się ż będą oni już prawdopodobnie na placu do końca i tak jak na Tiananmen nie będą słuchać ani ostrzeżeń władzy, ani nawet namowy innych, być może starszych uczestników protestu i skończy się to krwawa masakrą, prawdopodobnie rękami miejscowych służb mundurowych i powstaniem legendy Hongkong 2014.

Najgorszego spodziewam się po 1 października – tego dnia bowiem przypada 75. rocznica proklamowania ChRL i władze nie będą chciały zepsuć tej rocznicy. Ale jeśli demonstrujący nadal będą blokować pracę instytucji finansowych to po północy 1 października, wszystkie chwyty będą dozwolone i dojdzie do interwencji, w której zginie wielu młodych ludzi.

SCENARIUSZ UTRZYMANIA KRUCHEJ RÓWNOWAGI

Wariant trzeci, bardziej optymistyczny, to stopniowe rozejście się demonstrantów. Podobnie skończyło się na Tajwanie, gdzie wiosną tego roku doszło do podobnych wystąpień – sunflower movement. Protestujący również domagali się kontroli nad integracją z Chinami, kalkulowania korzyści i nie chcieli by za proces ten odpowiadały elity (choć na Tajwanie są one wybrane w demokratycznych wyborach). Po serii emocjonalnych wystąpień i włamaniu sie i podpaleniu części parlamentu sytuacja uspokoiła się, ale wystąpienia przeciw Pekinowi przeszły do Hongkongu i nawet do Makao.

Ten wariant jest najpomyślniejszy dla Pekinu, ale chyba mało realny zważywszy na olbrzymie emocje, jakie towarzyszą protestowi. Gdyby tak sie to skończyło, Pekin i tak musiałby sie liczyć z bardzo silną i zorganizowaną opozycją i podobnymi wystąpieniami w przyszłości. Stan chwiejnej równowagi, zostałby zachowany. Ale tylko do następnego razu.

SCENARIUSZ DOMINA. UPADEK DYNASTII ZACZYNA SIĘ NA CENTRAL

Wreszcie wariant czwarty, najmniej realny, ale wciąż możliwy, to scenariusz domina. Pekin ustępuje i zgadza się na jakąś liberalizację, a na końcu już na całkowicie wolne wyboru szefa administracji. To oznaczałoby, że Mandat Nieba obecnej dynastii się wyczerpał i że jest słaba. Od razu powoduje to eskalację żądań Tajwanu, Makao, a w dalszej kolejności wewnątrz Chin Kontynentalnych – zarówno klasy średniej, jak i chłopów, ludowych robotników i mniejszości etnicznych. Dynastia upada, a iskrą którą zapala lont są właśnie demonstranci z Central. Z tego powodu uważam, że ten scenariusz jest praktycznie niemożliwy, taka jest bowiem natura cesarstwa, że w tego typu wojnie psychologicznej, władza jeśli ustępuje, jest już przegrana, bo pokazuje słabość i następuje efekt domina. Tak działa logika władzy w tym systemie. Nie wykluczam, że rzeczywistość nas jednak zaskoczy, ale daję na to jakieś 1 procent szans.

Tak się złożyło, że wyszły mi cztery uwagi i cztery scenariusze. Wszyscy znający kulturę chińska wiedzą, że czwórka to pechowa liczba… Mam nadzieję, że tezy tego artykułu się nie potwierdzą, a jego numerologia nie będzie miała znaczenia.

Jeśli nie macie Państwo dość, zapraszam do przeczytania wywiadu dla Onet.pl:
Tekst linka


Twitter: @radekpyffel
E-mail: radek.pyffel@polska-azja.pl

Radosław Pyffel/ chiń 瑞德兴/ Rui De Xing - Prezes Centrum Studiów Polska Azja, konsultant ds. rynku chińskiego, a także przedstawiciel handlowy firm polskich w Chinach i autor szkoleń z zakresu chińskiego biznesu. Autor kilku książek o Chinach ( m in: “Chiny w roku Olimpiady” i Chińska ruletka, Olimpiada i co dalej? i na zlecenie projektu Go China „Jak osiągnąć sukces w Chinach?”) i ponad stu artykułów w polskiej prasie poświęconych Chinom i Azji. Częsty komentator wydarzeń azjatyckich w polskich mediach. Obecnie prowadzi zajęcia z chińskiego biznesu na kilku uczelniach wyższych, a także kilka projektów na terenie Chin. Posługuje się językiem chińskim. Kraje: Chiny, Tajwan, Hong Kong.
Trwa ładowanie komentarzy...